Taa... No wczoraj nic nie napisałam i dzisiaj też będzie tylko kawałek tego co być miało jako że po prostu nie mam na nic ochoty. Wczoraj to wgl miałam baardzo dziwny humor a dziś to niby jakieś braki czułości a niby jeszcze nie wiadomo co. Dobra nie będę się tutaj nad sobą użalać w końcu nie jest aż tak źle ^^ No w przyszłym tygodniu to planuje wreszcie się ruszyć z domu więc nie wiem jak to będzie z tymi notkami ale poczekamy, zobaczymy... No to tyle :3
- Co ty na to? - do Jasmine dotarły tylko ostatnie słowa przyjaciółki która zadzwoniła z samego rana z jakąś propozycją którą zaspana dziewczyna jednak niezbyt dosłyszała.
- Yyyy... Hmm... Przepraszam... Mogłabyś powtórzyć? - zapytała Jasmine starając się zrobić jakiś manewr telefonem który nie był do końca zrozumiały nawet dla niej samej.
- Na na impreze. Dziś wieczorem. Idzieesz? - powtórzyła przyjaciółka.
- Taaa... - burknęła tylko Jasmine rozłączając się szybko. Miała zamiar jeszcze pospać jednak dopiero teraz zaczęło do niej docierać na co się właśnie zgodziła. Ona miała iść na impreze? Ostatnio wcale jej nie ciągnęło na takie liczne zabawy. Nie chciała jednak niczego odwoływać. Z rezygnacją ściągnęła z siebie kołdrę, a zimno zmusiło ją do wstania z łóżka. Oeeeesuu... Za jakie grzechy żyje na tym popierdolonym świcie?!
Co za wieczór... Szli po mokrym od roztapiającego się śniegu bruku. Jasmine pod rękę trzymała Jenny - swoją przyjaciółkę. Trochę za nimi trzymał się Jack.
_ Ejj... To może ja jednak wróce do domu - zapytał dosyć niepewnie gdy wchodzili do jakiegoś tłocznego klubu.
- Nie! Idziesz z nami! - Jasmine pociągnęła go za rękaw, a potem dodała tak by Jenny nie usłyszała - Myślisz, że ja mam ochotę tu być? Posiedzę tu godzinę może dwie i się zwijam.
jack tylko zawadiacko się uśmiechnął dając do zrozumienia że pójdzie w jej ślady. Jak w każdym klubie panował tu tłok. Wszędzie czuć było odór spoconych ludzkich ciał. Przy barze samotni zalewali swoje smutki kolorowymi drinkami. Po kątach pieprzyli się pijani "zakochani" którzy zapewne poznali się tego wieczoru, a na samym środku skakał w rytm muzyki kolorowy tłum. Dla Jasmine nawet muzyka tutaj była nie do zniesienia. Czuła się jak gdyby chcieli zrobić jej pranie mózgu. Gdy Jenny wmieszała się w ten odrażający tłum Jasmne i Jack stanęli trochę na uboczu.
- Gdzie Michael?! - starała się przekrzyczeć głośną muzykę Jasmine.
- W domu! Dzwoniłem ale powiedział, że jest chory! Cholera! Nie widziałem go już długo! Tydzień przed feriami przestał chodzić do szkoły, a co dzwonie to mówi, ze jest chory! - odkrzyknął Jack.
-Może go odwiedzimy?!
- Chciałem ale powiedział, że nie! Nie wyjaśnił czemu! No trudno prosić się nie będę - w głosie Jacka było słychać rozczarowanie, ze przyjaciel najwidoczniej unika z nim kontaktu.
Jasmine tylko skinęła głową nie mając ochoty dłużej krzyczeć. Zostawiając Jacka samego z trudem przepchnęła się do barku i usiadła na wysokim krześle.
- Coś podać panienko? - zapytał barman który wydawał się jedyną osobą w tym klubie z którą można zamienić choć jedno sensowne zdanie.
- Sex on the beach - mruknęła Jasmine opierając się o ladę.
Barman podał jej to o co prosiła po czym zabrał się do wycierania kieliszków. Jasmine sącząc swojego drinka przez kolorową słomkę patrzyła na tych pijanych ludzi leżących już prawie na ladzie.